sobota, 14 lipca 2012

Sitting in a plane

Miało być łatwiej. Miałam lecieć szczęśliwa i podekscytowana. Miałam nie mieć nikogo.
Wszystko jednak wyszło zupełnie inaczej. O WIELE trudniej! Ale czy gorzej? Nie. Wszystkie myśli, kula w gardle i łzy w oczach tylko uzmysłowiły mi co to wszystko znaczy, jak ważne są dla mnie niektóre osoby i że to rzeczywiście będzie rok, dwanaście miesięcy. Moja najdłuższa podróż życia zaczęła się 8. lipca około godziny 22, kiedy wsiadłam z moim tatą i chłopakiem w auto, którym jechaliśmy do Warszawy.
Nie wiem dlaczego wybrałam lotnisko w stolicy. Naprawdę nie pamiętam, ale ta droga pomogła mi. Dzięki temu było pożegnanie było mniej brutalne. Po drodze odebraliśmy moją przyjaciółkę i dalej jechaliśmy w trójkę, nocą z głowami pełnymi smutku, rozterek, wspomnień. Spałam połowę drogi, ale cały czas czułam, że oni są obok mnie. Ostatnią noc przytulona do swojego ukochanego i mając obok siebie moją polską "best friend". Dojechaliśmy około 4 rano, więc zostały nam 2 godziny do odprawy. Pojechaliśmy na parking przy MacDonaldzie i pijąc kawę rozmawialiśmy. Po wejściu na lotnisko byłam wystraszona (zwykle tak nie mam). Wydrukowałam bilety, oddałam walizkę i została ostatnia godzina, która minęła najszybciej w moim życiu. Nadszedł czas pożegnań, które były najtrudniejsze jakie kiedykolwiek przeżyłam. Słowa taty, że jest ze mnie dumny i jestem jego córeczką totalnie mnie rozkleiły (tak, teraz też płaczę) a po tym przyszło najgorsze... pożegnanie z Filipem. Czułam i nadal czuję się tak strasznie, że przeze mnie płacze i cierpi. Kocham go tak bardzo i strasznie chciałabym mu tego wszystkiego oszczędzić.
Wiem, że zastanawiacie się, czemu więc wyjechałam? Siedząc już w samolocie miałam tylko w głowie wielkie "nie wiem". Wypełniając papiery, wybierając rodzinkę, rozmawiając z nimi na skypie czułam, że postępuje dobrze, że to moje marzenia. Lecąc nad polskim lądem już tego nie czułam. Lecąc nad oceanem miałam pustkę w głowie, byłam totalnie skołowana. Patrząc na to teraz stwierdzam, że siebie nie poznaję. Gdzie jestem ja - ta silna dziewczyna, która potrafiła sobie ze wszystkim poradzić? Z każdym dniem jest lepiej.
Większość z Was wyobraża to sobie jak "american dream". Może mój blog nie będzie najbardziej popularnym, ale zamierzam pokazać Wam wszystkie oblicza wyjazdu jak Au pair, żebyście mogły przygotować się naprawdę dobrze na to co może Was uderzyć. Jeśli cokolwiek będzie szło gorzej na pewno o tym napiszę, bo mało kto ostrzega, że to wcale nie jest takie łatwe. Może u Was wszystko pójdzie gładko i lekko na początku, ale prędzej czy później dopadnie Was gorsza chwila. Wiedzcie wtedy, że to normalne i każdy tak ma po prostu nie każdy chce o tym mówić. Trzymajcie się wszystkie zaczynające przygodę Au pair'ki :) A reszta czytających (jak moja rodzinka, znajomi, przypadkowe osoby) mam nadzieję, że wytrwa w czytaniu nawet jeśli nie zawsze będą tu pojawiać się ciekawe zdjęcia i śmieszne historie.

Best wishes from USA ! :)


piątek, 6 lipca 2012

Pre-departure project

Skończyłam ! Dziś został wydrukowany i zbindowany. Nie mogę narzekać, trochę radości mi sprawił zwłaszcza, gdy teraz patrzę na efekty. Chyba zawsze tak mam, że najciężej mi się zabrać a potem stwierdzam, że fajnie było coś robić :)
Oto mój Pre-departure Project:

Troche o mojej rodzince

Najważniejsze święta. Data , po polsku , po angielsku.

Moje dzieciaczki...

i Zoo oraz Muzeum Sztuki w Norfolk

Przykładowe zabawy:
chowanego, budowanie namiotów, kolorowanie,
czytanie, przebieranie.

"Na straganie" po polsku i angielsku.

Ciekawe przekąski dla dzieci.


czwartek, 5 lipca 2012

Gifts for my host family

Długo mnie tu nie było, bo zepsuła mi się zarówno bateria jak i ładowarka. Krążąc pomiędzy domem a Poznaniem nie miałam nawet chwili, żeby ją kupić. Teraz kiedy w końcu wróciłam na dłużej nadal jej nie mam, bo muszę czekać aż odpowiednia ładowarka dojdzie do sklepu. Na szczęście od wczoraj finally mam dostęp do swojego lapka, bo podwędziłam ładowarkę siostrze.
Ale skupmy się na sprawach Was ciekawiących :)
Właśnie męczę się z Pre-departure Project, który dopiero wczoraj zaczęłam. Mam już gotowe 7 stron i jak tylko skończę wstawię go tutaj dla "przyszłych pokoleń" au pairek. Jestem bardzo zadowolona z efektów, aż się dziwie bo przez 3 miesiące nie mogłam się za niego zabrać.

Prezentowe zakupy już zrobiłam i oto moje zdobycze:

Koszulka z polsko-angielskim krokodylem dla Gavina

I z polsko-angielską wiśnią dla Logan.
Bluzeczki kupiłam w Endo. Akurat była promocja - 19,90 zł

"Reksio" był genialnym pomysłem Oli. Polska bajka bez słów,
czyli idealny prezent dla małego Gavina.Dla Logan wybrałam grę memory. 

Torba na zakupy + prawdziwe toruńskie pierniczki w puszce z pozytywką.
Nie lubie kupować pierdół a to się Linie na pewno przyda.
 Muszę jeszcze dokupić słodycze i żubrówkę i to już będzie wszystko. Wracam do projektu, pojawię się jak tylko skończę :) 

czwartek, 14 czerwca 2012

Slowly preparations

Przygotowania w końcu się zaczęły i jakoś tak pomału idą. Póki co część rodzinki została zaopatrzona w Skype (w tym mój ponad 70-letni dziadek), nauczona obsługi i dodana do listy. Mail i adres bloga też zostały wszystkim przekazane. Aktualnie czekam na dodatkowe pytania bądź problemy. Prezentów dla hostów i podopiecznych jeszcze nie kupiłam, gdyż obecnie cierpię na kryzys. Mam nadzieje na niedługie dofinansowanie i wtedy na pewno wstawię tutaj zdjęcia moich (już upatrzonych) zdobyczy. Oczywiście za to za co powinnam się właśnie teraz zabrać to Orientation Project, ale jakoś nie mogę. Eh... niestety niedługo będę musiała się przemóc i w końcu go zrobić. 
A dzisiejszy kroczek w stronę wyjazdu to: zakupiona waliza! :D
Koszt: 129,99 zł
Wielkość: 73x45x30
Kolor: istny landrynkowy fiolecik
Sklep (uwaga): PEPCO :D
Nie lubie takich tanich miejsc, bo zazwyczaj króluje w nich szajs, ale tym razem się pokusiłam, bo walizka wygląda jak z każdego innego sklepy a przynajmniej nie była aż tak droga. Miałam do wyboru jeszcze różową i jeśli kupowałabym jeszcze drugą walizkę na podręczny to pewnie skusiłabym się na wielką różową i małą fioletową, tak żebym się rzucała ładnie w oczy na lotnisku :D hihi
I nie, oczywiście nie kocham różu, nie mam praktycznie nic w tym kolorze. To miałoby być tak tylko dla zobrazowania mojej radości z wyjazdu.
Ostatecznie małej walizki nie kupiłam, bo wydawało mi się, że jej rozmiary nie mogą przekraczać 50x40x23 a jej wysokość wynosiła jakieś 53cm i właśnie wchodzę na strone Lufthansy i CO ?!
Durna ja! 55x40x23 o.O Chyba oszaleję!
Muszę znów odwiedzić PEPCO :( Jutro już nie będę w domciu, ale w takim razie skoczę do niego w Poznaniu.
Wstawiam foty mojej landrynki, gdybyście chciały/chcieli zobaczyć. Jeśli dokupię małą to później dorzucę :)
 

czwartek, 7 czerwca 2012

Questions from Logan

Parę dni temu dostałam od Hostki maila z pytaniami, które chce mi zadać moja przyszła podopieczna - Logan. Nie były zbyt skomplikowane, choć, szczerze mówiąc, musiałam się czasem zastanowić, bo nie było łatwo tak od razu powiedzieć jakie np. jest moje ulubione zwierzę. W mailu były już jej odpowiedzi. To wszystko miało oczywiście na celu bliższe zapoznanie się.Wstawiam tutaj pytania mojej ośmiolatki, bo być może przydadzą się kiedyś komuś w zacieśnianiu więzi, chociażby przez skype :) Proszę:

1. What is your favorite color?
2. What is your favorite food?
3. What is your favorite fruit?
4. What is your favorite vegetable?
5. What is your favorite flower?
6. What is your favorite house animal and wild animal?
7. Do you like coffee and/or tea?
8. Do you have a favorite television program?
9. What kind of books do you like to read?
10. Do you collect anything?
11. Have you traveled? Where? What's your favorite place?
12. What is your favorite season of the year?
 13. What kind of music do you like? Do you have a favorite American music band?
14. What are your favorite outdoor and indoor games?
15. Do you have a favorite number?
16. What kind of things do you want to do when you are here?