poniedziałek, 8 października 2012

Naro cinema - Beast of the Southern Wild

Pewnego weekendowego wieczora wybrałyśmy się z Jessicą do kina. Jednak nie do typowego multiplexu tylko dawnego, starego, typowo amerykańskiego kina - NARO, gdzie dziennie do wyboru są jedynie dwa filmy.


Tego dnia wybrałyśmy 
Bestie z południowych krain.
reż. - Benh Zeitlin 
Dramat rozgrywa się na bliżej nieokreślonym terenie zalanym przez powódź, gdzie garstka ludzi, którzy nie chcieli opuscić własnej ziemi uczy się żyć na nowo. Historia opowiadana jest przez małą dziewczynkę - Hushpuppy - która posiada wyjątkowy kontakt ze światem natury. Traktowana surowo przez ojca wkracza w dorosłość gromadząc w sobie siłe do przetrwania i mądrość, które przeciwstawi nadchodzącemu niebezpieczeństwu - obudzonym z wieloletniego snu bestii.
Film należy do nietypowych i pełnych ukrytego sensu. Zdecydowanie nie dla osób oczekujących czegoś miłego i łatwego. Wiele scen przedstawionych zachęca do zatrzymania się i przemyślenia. Niezależność, która dla grupy ludzi jest ważniejsza niż wszystko inne wywarła na mnie największe wrażenie. Ocaleni gardzą pomocą ludzi "z zewnątrz", którzy mogliby znacznie poprawić poziom ich życia. Celem istnienia jest dla nich duma z własnej kultury, ziemi, by dzieki temu stać się lepszym niż cywilizowani ludzie przywiązani ślepym regułom. Pięknie przedstawione za pomocą metaforycznych i wzruszających scen. Polecam obejrzeć :)

środa, 3 października 2012

Disney downtown

Ostatniego dnia naszego tripu, po porannym pływaniu i kąpieli słonecznej, pojechaliśmy do Disney downtown, które jest częścią Disney World'u otwartą dla turystów. Opiera się na uliczce ze sklepikami, restauracjami, barami itp. Za długa ta uliczka nie jest, ale to zawsze coś, żeby spędzić ciekawie czas.


Najbardziej zaskakującym miejscem była restauracja T-REX, do której wybraliśmy się na obiad. W środku otaczały nas ruszające się dinozaury i ich odgłosy. W jedzeniu nie było nic nadzwyczajnego, jednak klimat nie do podrobienia. Super atrakcja dla dzieciaków, zwłaszcza tych zafascynowanych dinozaurami (Jak moi bracia, których mi tam strasznie brakowało :( Mam nadzieję, że kiedyś ich zabiorę w takie miejsce, bo wiem, że byliby zachwyceni.).





No może nie tylko dinozaury :P



Tak to wyglądało: 

A po obiadku...
Harley! Hu-hu!

Może średnio widać na zdjęciu, ale złapała nas strasznie gwałtowna ulewa
Jabłka w czekoladzie/karmelu/cukierkach itp. Moje niebo :D
Więc nie ma nic zaskakującego w fakcie, że sobie jedno kupiłam :)
Caramel apple! <3 Mmm
Może gryza Panie Disney ? :)
Cuda z klocków lego :)

sobota, 15 września 2012

Seaworld

Drugim parkiem rozrywki, który odwiedziliśmy był Sea World. Oprócz show ze zwierzętami i aquariów znajdują się tam rollercostery, karuzele i inne atrakcje. Jako pierwsze wybraliśmy karmienie delfinów, w których Logan, oczywiście, jest zakochana. Jak dla mnie było ciekawe, ale nie jakoś specjalnie zachwycająco.


Rollercostery to to co zrobiło na mnie wrażenie! Było to moje pierwsze starcie z takimi prawdziwymi, amerykańskimi, więc kiedy już usiadłam z Brianem czekając na start, byłam przerażona :D
Tylko taka początkowa panika...
To znaczy, oczywiście później też się mega bałam, ale to już było w pozytywnym sensie. Wydawało mi się, że najgorzej będzie wisieć do góry nogami, jednak najbardziej przerażające było spadanie w dół. O Boże, ta niemoc i uczucie, że zaraz się roztrzaskamy... darłam się jak głupia!
... do połowy spadania, kiedy to brakowało mi tchu :P
W każdym razie przeżyłam! I całkowicie mnie to wciągnęło!
Ja chce jeszcze raaaaz !! 

Podziwiam Logan, która był zachwycona
zlotem w dół wypełniony wodą.

Choć nasza ośmiolatka należy do odważnych, myślę, że dobrze, że nie była wystarczająco wysoka, żeby pojeździć na poniższych dwóch :)

Kraken. No puking allowed!

Manta. Na tym akurat cały czas wisiało się
do góry  nogami  :)

Rock stars ! :D

Jakieś wielkie stwory. 
Nie pamiętam co to było, ale były ogromne!




W "Szczękach". Tum-tum tum-tum...

Z lwem morskim.


No i moja piękna opalenizna na koniec dnia :)

środa, 12 września 2012

Disney World

Disney World w Orlando, FL składa się z czterech parków: 
Magic Kingdom, Epcot, Animal Kingdom i Hollywood Studios. 
Nasze wakacje trwały niecałe 4 dni, więc musieliśmy wybrać jeden, gdyż czekał nas jeszcze Sea World. Zdecydowaliśmy się na Magic Kingdom i spędziliśmy tam całą sobotę. Oczywiście, nie udało nam się skorzystać z każdej atrakcji, jednak jak na ilość ludzi i ogrom parku, większość zaliczyliśmy.
Po przekroczeniu bramy trzeba było przebrnąć przez Main Street, która była otoczona restauracyjkami, piekarniami i sklepikami.

Disney'owskie słodkości

Król lew! Miłość mojego dzieciństwa. Będę mieć taki w swoim domu!

Smaczna jaszczurka ?
Pierwszą przejażdżkę zaliczyliśmy na Space Mountain - zabudowanym rollercosterze. Logan nie była zbytnio zachwycona jazdą czemu się wcale nie dziwnie, bo jazda w ciemności nie wiedząc co będzie następne, była dosyć straszna.

Drugim był Tomorrowland Speedway - jazda samochodzikiem wyścigowym.


Z prowadzeniem auta nie miało to nic wspólnego więc nie pozostawało nic innego jak śmiać się z samej siebie :)


Kolejny był Barnstormer - mały rollercoster, tym razem już na zewnątrz.
Dalej Splash mountain - zjazd z górki w wodę.
I Haunted Mansion - nawiedzony domek, który podobał mi się najbardziej. Poziom multimedialny - możliwość zobaczenia "prawdziwego ducha" (nie takiego z prześcieradła :D) mnie zachwycił. Najstraszniejsze były twarze lokajów, nie mogłam przestać się śmiać jak obok nich przechodziliśmy na początku! I muszę jeszcze dodać, że w środku byłam ja, Lina i nasz dzielny Gavin. Prawie dwulatek nawet przez chwilę nie wyglądał na wystraszonego :) Zdjęć w środku niestety nie mam gdyż było za ciemno :(


Przyciskając się do kraty, by oświetlić twarz,
żeby Lina mogła zrobić zdjęcie :D

Oprócz powyższych zaliczyliśmy jeszcze z cztery karuzele, co by najmniejszy tez miał frajdę.
No i kilka innych zdjęć pstryknięty podczas spacerku pomiędzy atrakcjami:

Kara za bycie złą au pair?


Marzenie każdej małej dziewczynki

Szkoda, że nie mam zdjęcia ze śniadania z miną
Briana pt: "Gdzie Ty to wszystko mieścisz?!"

"Pani fotograf"

środa, 5 września 2012

Florida

Dzięki kochanej host rodzince miałam, w ciągu mojego drugiego miesiąca tutaj, okazję odwiedzić kolejny stan - Florydę. Nasza weekendowa wycieczka kręciła się w okół Disneylandu i Seaworld w Orlando. Mega się cieszę, że pojechałam, choć może nie jest to najlepszy sposób na zwiedzanie miejsc. Wylecieliśmy o 5.45. Spałam tylko godzinę, bo nie mogłam się zabrać za pakowanie i w międzyczasie gadałam z paroma osobami. W samolocie też się za bardzo nie wyspałam, bo mieliśmy przesiadkę w Atlancie i każdy z lotów trwał jakieś 1,5 godziny.

Norfolk nocą <3

Czekając na drugi samolot.

Na lotnisku w Atlancie mają podziemne metro,
które przewozi ludzi między terminalami.

Mój kochany bagażowy!


Zatrzymaliśmy się w hotelu Schades of Green, który znajduje się na terenie Walt Disney World. 

Widok z naszego pokoju był na ogromne pole golfowe.

Na dziś to tyle. Więcej następnym razem :)